poniedziałek, 9 grudnia 2013 0 komentarze

Mikołaj, Majdan Radek, Marchewkowe ciasto

Ponownie wziąłem udział w światowym konkursie na najchudszego z przebranych Mikołajów. Aby zrekompensować sobie brak własnych kilogramów zabrałem do pracy także dwa elfy - Adasia i Michasia. Pomocnicy krzyczeli "hohoho", dzwonili dzwonkiem i pytali dzieci "czy byłeś grzeczny?". Nie muszę dodawać, że wywiązali się ze swojej roli znakomicie i wszystkie cukierki zostały rozdane.



Na Krajach Świata rozmawialiśmy o Wielkiej Brytanii, a więc o herbacie, Big Benie, Beatlesach, Królowej, budkach telefonicznych, piętrowych autobusach i cieście marchewkowym, które mogliśmy następnie spróbować dzięki kulinarnym zdolnościom mamy Adama. Poczęstunek związany z omawianym regionem będzie towarzyszył nam podczas kolejnych odsłon Krajów... za miesiąc jedziemy do Chorwacji.


W tak zwanym międzyczasie:

- Adaś i Michał poszaleli na Spartakiadzie w Dzikowcu. Zdobyli drugie miejsce i zjedli pączki. Dziękujemy za zaproszenie.

- na Andrzejki mój but doszedł pierwszy do drzwi. Dowiedziałem się też, że obecnym hitem muzycznym klas młodszych jest zespół One Direction. W życiu o nim wcześniej nie słyszałem.

- wraz z 280 mieszkańcami Nowej Rudy oddałem 4 mililitry krwi podczas akcji "Dzień Dawcy Szpiku dla Cypriana i innych". Wstyd byłoby nie pójść skoro na Kinowych Popołudniach poruszaliśmy właśnie temat osób chorych na białaczkę, oglądając film "Ósmoklasiści nie płaczą", polecony przez Zuzię.

- Radek Majdan zagrał z żeńskim zespołem Piasta Nowa Ruda. Strzelił jednego gola. Puścił nieco więcej.

- Przypominam, że już tylko do poniedziałku można przynosić karmę dla zwierząt, którą SU przekaże do schroniska. Warto pomóc!

- W szkolnej kuchni seniorzy i juniorzy tworzą świetne pierniki, zapraszam i polecam. To kolejny powód żeby wstąpić do szkoły w środę 11 grudnia i obejrzeć przedstawienie kończące projekt English Teaching (oraz zakupić pierniczki).

- Reklamy nigdy nie dość - w przedszkolnej kuchni z kolei powstają najlepsze pierogi jakie jadłem (oczywiście za wyłączeniem z konkursu pierogów babci Krysi). Jedyne osiem złotych w piątki.
wtorek, 12 listopada 2013 0 komentarze

Autostopem na Święto Niepodległości

11 listopada przyjechałem do pracy na stopa. I nie był to wcale dzień wyjątkowy, prawie codziennie w ten sposób podróżuję do szkoły. Staję sobie rano na przystanku i zabierają mnie rodzice, nauczyciele, znajomi. Wszystkim tym osobą bardzo dziękuję. Z dwóch powodów:

a) dzięki wam wygodnie i szybko docieram do pracy. 
b) co rano czuję się choć przez chwilę jakby znów były wakacje. 

Zamykając temat stopa - w piątek zapraszam młodsze dzieci na świetlicę aby posłuchać o Litwie w ramach cyklu Kraje Świata. Klasa VI i I gimnazjum nadrobi wszystkie tegoroczne kraje w środę 20 listopada (Ukraina, Czarnogóra i Litwa).

Wracając do Święta Niepodległości... przede wszystkim przypomniałem sobie szereg patriotycznych piosenek które dzieci niestrudzenie ćwiczyły przed kluczowym dniem. W tym szlagiery pokroju "Pałacyk Michla", "Legiony" czy "Maszerują strzelcy, maszerują". Apel, od standardowych szkolnych akademii, odróżnił przede wszystkim pokaz mody patriotycznej, podsumowujący projekt "Szyjemy mundurki ekologiczne na miarę". Modele i modelki w gazetach, workach po ziemniakach i innych cudach z odzysku prezentowali się świetnie. 



Pod szkołą wykonaliśmy jeszcze z inicjatywy Samorządu Uczniowskiego wspólne biało-czerwone zdjęcie. Jest to już kolejna akcja organizowana przez SU po "Dniu Postaci z Bajek". Wszelkie mądre i możliwe do zrealizowania projekty proszę zgłaszać do przewodniczącej Emilki. Przypominam przy okazji, że 
do końca listopada trwa zbiórka karmy dla zwierzaków ze schroniska. Póki co potrzeba plakatów informacyjnych i oczywiście psiego i kociego jedzenia. 



Zdjęcie przypomina mi trochę stadionową sektorówkę, którą uczniowie mogli oglądać już parokrotnie z racji organizowanych przez panią Natalię wyjazdów na mecze Śląska. Z kolei ostatnia wycieczka na mecz z Jagiellonią przypomniała mi taką historię:

Jest ciemno. Atmosfera w busie jadącym na mecz raczej senna, w końcu to już druga godzina jazdy. Ktoś je chrupki, ktoś przysypia, jeszcze innym jest niedobrze a gdzieś z oddali pada typowe pytanie - "ile jeszcze?". Wjeżdżamy na obwodnicę Wrocławia. I nagle a busie poruszenie, radość, krzyki, szczególnie wśród młodszych dzieci. Wszyscy pokazują na niebo. Czy to ptak? Czy to Superman? Nie - to startujący samolot wzbudził taki zachwyt. 

Dlatego też drodzy znajomi, którzy mieliście nawet okazję lecieć takim cudem, przypominam, że zachęcamy do wysyłania do nas pocztówek z waszych wojaży (a także do przyjazdu i poprowadzenia Krajów Świata)

Grzegorz Szklarczuk
Szkoła Podstawowa im. św. Wojciecha, 
Włodowice 25
57-400 Nowa Ruda

Trzy pocztówki już otrzymaliśmy. Dziękujemy! O tym skąd przyleciały już niebawem.

czwartek, 17 października 2013 1 komentarze

Wyślij nam pocztówkę!

Nadal bawimy się w Postcrossing i dostajemy świetne kartki z całego świata, w tym tygodniu otrzymaliśmy 8 pocztówek, a wśród nich: czeską z kotem w butach, ręcznie robione pieski "3D" z Holandii, kadr z Times Square prosto z Nowego Jorku i psa Akito z Japonii, znanego nam z filmu "Mój przyjaciel Hachiko". W zeszłym tygodniu przyleciała niemiecka kartka-zagadka w stylu gdzie jest Wally. Trzeba było znaleźć skrzynkę pocztową zawieszoną na jednej z wielu palm, którymi porośnięte były kartkowe wyspy. Odpowiedź kryła się pod zdrapką. Zabawne. 


Oczywiście i my wysyłamy pocztówki. Hubert do Tajwanu wysłał nawet własnoręczny szkic kościoła w Nowej Rudzie. 

ALE,

widząc zainteresowanie dzieci kartkami, także tych młodszych, nie związanych z kółkiem Postcrossing, mam do Was prośbę, Drodzy Czytelnicy. Jeździcie w dziwne miejsca, wspinacie się na góry, uczycie małych Japończyków, leżakujecie na wszelakich plażach od Portugalii po Bożków -
wyślijcie nam stamtąd kartkę
Napiszcie w niej gdzie jesteście, czemu to miejsce jest ciekawe, jaka jest u Was pogoda i tak dalej. Adres do wysyłki to:

Grzegorz Szklarczuk
Szkoła Podstawowa im. św. Wojciecha, 
Włodowice 25
57-400 Nowa Ruda

Kartka taka trafi na moją półkę w sekretariacie, (ha, mam takową), a następnie do rąk dzieci i w końcu do gablotki. Jeśli napiszecie adres zwrotny to chętnie Wam odpiszemy.  

A tak poza tym to wciąż jem czekolady z dnia nauczyciela i staram się hodować otrzymanego kwiatka niczym Leon Zawodowiec. Czytam książki pożyczone z noworudzkiej biblioteki pedagogicznej, ukrytej gdzieś w budynku ZUS-u. 

Pamiętajcie o pocztówkach! 
piątek, 11 października 2013 0 komentarze

Do Czarnogóry busem Beskid

Minął równo rok odkąd przyjechałem do Włodowic. "Beskid" postanowił to uczcić odwołując swój bus wyruszający do Wrocławia o 14:20. Oczywiście z przyczyn nagłych i niezapowiedzianych. W ten sposób otrzymałem godzinę bezsensownego czasu, którą przemieniam w ten post. 


Punktualnie o 12:25 wybraliśmy się dzisiaj z całą świetlicą do Czarnogóry. Najpierw staraliśmy się odnaleźć ten kraj na mapie Europy co nie okazało się wcale takie proste. Gdy już tam trafiliśmy wylegiwaliśmy się na Vielikiej Plaży, zastanawialiśmy czy stać nas hotel położony na wyspie św. Stefana (nie, nie stać nas), przechadzaliśmy się wąskimi uliczkami Kotoru i nabraliśmy apetytu na świeże figi, a nie te niedobre, suszone. Uczniowie dowiedzieli się także dlaczego ludzie skaczą z mostu w bośniackim Mostarze i ile najdłużej można łapać stopa. Od pojechania do Czarnogóry niektóre dzieci odstraszyły podniebne mosty i drogi.



Poniedziałek zapowiada się wyjątkowo pracowicie, choć większość innych szkół ma wolne z okazji Dnia Edukacji Narodowej. My w tym czasie pasujemy pierwszaków na uczniów, a wieczorem pojedziemy dopingować Śląsk w meczu pucharowym z Jagiellonią.  
czwartek, 26 września 2013 0 komentarze

Kinowe Popołudnia - program 2013 (co, kiedy, dlaczego?)

W ostatnie środy miesiąca, od 14:10 do 16:10 zapraszam na projekcje w ramach Kinowych Popołudni. Kiedy jaka seans, dlaczego takie, a nie inne filmy, o czym są, jakie są ich gatunki i dlaczego nie będzie horroru? Odpowiedzi na te, i inne pytania znajdziecie poniżej.

2.10.2013 – Temat: Autyzm – spróbujmy zrozumieć. Film: Autism – The Musical (2007), gatunek: dokumentalny/muzyczny, ograniczenia wiekowe: brak

  
Dlaczego ten film?

Dzieci z autyzmem siedzą obok nas w ławce, piją z nami herbatę, bawią się na świetlicy, a my prawie w ogóle ich nie rozumiemy i często odbieramy ich zachowanie jako "niegrzeczne" lub "niewłaściwe".  
Autism - The Musical w sposób zabawny i przewrotny wyjaśnia istotę autyzmu oddając głos autystkom i ich rodzicom. Doskonale podsumowuje go reżyserka, Tricia Regan: "Widzę, że osoby, które nie miały dotąd styczności z autyzmem wychodzą z filmu nie tylko ze zrozumieniem, czym jest autyzm, lecz także z ciekawością, akceptacją, a nawet chęcią poznania osoby autystycznej. To otwiera im serca i pozwala w nowy sposób spojrzeć na własne życie.” Film godny polecenia nie tylko uczniom, ale i rodzicom. 

Linki dotyczące filmu:

Warszawski Festiwal Filmowy
Filmweb

30.10.2013 – Temat: Klasyka komedii. Film: Brzdąc (1921), gatunek: komedia/dramat, reż. Charlie Chaplin, ograniczenia wiekowe: brak


Dlaczego ten film?

Klasyka. Mistrzowski Charlie Chaplin. Kino nieme. I tak dalej... a przede wszystkim to film naprawdę śmieszny, a przecież o to głównie chodzi w komediach.

Linki dotyczące filmu:

Nowe Horyzonty Edukacji Filmowej
Filmweb

27.11.2013 – Temat: Dzieci ciężko chore – czy inne od zdrowych? Film: 4. Piętro (2003), gatunek: komedia obyczajowa/dramat, ograniczenia wiekowe: brak


Dlaczego ten film? 

Temat śmierci i bólu jest spłycany lub zupełnie omijany w kulturze popularnej. 14- letni bohaterowie filmu zamieszkują tytułowe 4 piętro oddziału onkologicznego jednej z hiszpańskich klinik i oswajają swoje życie z rakiem. Film pogodny, pozbawiony nadętego moralizatorstwa, opowiedziany z perspektywy dziecka. Prowokuje do stawiania fundamentalnych pytań.

Linki dotyczące filmu:

Nowe Horyzonty Edukacji Filmowej
Filmweb

18.12 (!) – Temat: Animacja przed Shrekiem – jak to wyglądało? Film: Kosmiczny mecz (1996), gatunek: familijny/komedia/sportowy


Dlaczego ten film?

W opisie mojej osoby widniejącym na tej stronie napisałem: "Fan koszykówki i dobrych filmów, a najlepiej filmów koszykarskich." Stąd z bogatego zbioru animacji dla dzieci wybrałem Kosmiczny mecz. Szalony humor bohaterów spod znaku Looney Tunes z Królikiem Bugsem na czele plus Michael Jordan na ekranie i promocja koszykówki. A także okazja do zadania pytania - "jak oni te animacje robią?". 

Link dotyczące filmu:

Filmweb
MVP Magazyn

Projekcja tej kultowej kreskówki z lat 90' kończy filmowy rok 2013 we Włodowicach. Program projekcji na drugi semestr pojawi się  powiedzmy trzy dni po sylwestrze. A dlaczego nie będzie horroru? Otóż większość jest po prostu marna, a te lepsze, z pewnością nie nadają się do podstawówki.

P.S Zgody wciąż są do pobrania u mnie. W czwartki natomiast odbywa się kółko z Postcrossing, na które równie serdecznie zapraszam.
wtorek, 17 września 2013 0 komentarze

6 miesięcy na 6 stronach

Poniżej zamieszczam tekst konkursowych wspomnień z wolontariatu. Lekko sentymentalny, skrótowy (od degenerata do statecznego mieszkańca wsi), a w dodatku bez zdjęć i obrazków. Mimo to zapraszam do lektury, bo w jakiś sposób oddaje on charakter tych sześciu miesięcy:

W sierpniu zeszłego roku mogłem wstawać z łóżka późno. Dopiero co zakończyłem kontrakt z popularnym multipleksem, wieńczący cały szereg zabawnych prac, którymi zajmowałem się w wolnym czasie podczas studiów (a można wierzyć mi na słowo, że adept wrocławskiej polonistyki ma tegoż czasu sporo). Wśród wspomnianych prac wszelakich znajdziemy konferansjera, kustosza wystawy, znakowacza szlaków turystycznych, kasjera, pakowacza mleka, ulotkarza i wiele innych głupot, zupełnie nijak nie pasujących do CV przyszłego nauczyciela. A właśnie nauczycielem chciałem być od dawna, czyli od czasów gimnazjalnych, kiedy to w 30 stopniowym upale nosiłem czarne koszulki i glany. Studia dobiegły końca, czego nie można było powiedzieć o mojej pracy magisterskiej, której rozwój zatrzymał się na dwóch stronach.
70 CV, wypełnionych wieloletnią pracą z dziećmi w świetlicach i na wakacyjnych koloniach leżało spokojnie w sekretariatach wrocławskich szkół, pod stosami podobnych papierów, a ja pewnego sierpniowego dnia, mocno wczorajszy, obudziłem się po 10:00 i zajrzałem na popularny portal społecznościowy.
Znajoma na stronie naszego roku umieściła ogłoszenie o półrocznym stażu w szkole we Włodowicach. Nazwa miejscowości nie mówiła mi zupełnie nic, a sześć miesięcy wydawało się czasem długim. Niewiele myśląc zadzwoniłem pod wskazany numer:
- Dzień dobry, Grzegorz Szklarczuk z tej strony, dzwonię w sprawie ogłoszenia o wolontariacie.
- Dzień dobry, wszystko aktualne, czy może pan podejść jeszcze dziś, najlepiej w ciągu dwóch godzin?
- Wie pani, jestem z Wrocławia… może w ciągu czterech?
- Z Wrocławia? Znakomicie! W takim razie czekamy na pana.
Nie mam samochodu, więc przyjaciel zgodził się podwieźć mnie do miejscowości, która jak się okazało dzięki zdolnością GPS-u, mieściła się 100 kilometrów od mojego mieszkania. Po przyjemnym spotkaniu z dyrekcją, przedstawieniu referencji i podpisaniu papierów, zostałem przyszłym członkiem programu Wolontariat Rozwija Wieś.
Rozwija wieś. Od początku coś mi w tej nazwie nie pasowało. Skoro rozwija, to wieś musi być w pewnym stopniu zacofana, w stosunku do organizowanego w mieście wolontariatu. Życie we Włodowicach potwierdziło moje wątpliwości, i nadało słuszność nazwie prowadzonego przeze mnie bloga – Wieś Rozwija Grzegorza.
Opisanie na sześciu stronach wszystkiego co doświadczyłem na wolontariacie jest niemożliwe, dlatego też posłużę się formą urywkowych wspomnień, dążących jednak do pewnej syntezy. 

Pani Gienia

Program Wolontariat Rozwija Wieś, w jakże istotnej dla każdego uczestnika płaszczyźnie finansowej, przewiduje 300 złotych kieszonkowego dla wolontariusza (czyli nic) i opłacenie zakwaterowania i wyżywienia w okolicy danej placówki. U kogo więc będę mieszkał? U Pani Gienii, osoby niezwykłej, rodzinnej, ciepłej, przyjaznej – brzmiała odpowiedź dyrektorki Ani. Do tak jednoznacznie pozytywnych określeń przywykłem podchodzić z dystansem, a nawet ironią, nie lubiąc wielkich słów. Jednak czas, który spędziłem pod dachem moich gospodarzy, pani Gieni i pana Marka, potwierdził każdą z tych opinii. Po pierwszym obiedzie (znakomitym jak i wszystkie następne) pani Gienia wiedziała już wszystko o mojej rodzinie, zainteresowaniach i pracy, a informacje te wypłynęły bez jakiejkolwiek niezręcznej ciekawości, ale naturalnie, podczas wesołej rozmowy. Od tej pory, zawsze gdy wracałem z pracy rozmawialiśmy wiele, i z pewnością pomogło mi to przetrwać samotność z jaką musi zmagać się każdy wolontariusz. W zimie z panem Markiem przedzieraliśmy się przez zaspy na mecze do rodziny moich gospodarzy. Oglądaliśmy „Jeden z dziesięciu” i „Teleexpress”, za wyjątkiem czterdziestu dni, podczas których na telewizorze pojawiła się kartka „wielki post”. Próbowaliśmy nalewki dziadka Mariana. W dniu moich urodzin przypadających tuż po przyjeździe do Włodowic, otrzymałem o 6 rano najmniej spodziewany, a i najpyszniejszy tort w moim życiu. Gdy potrzebowałem spokoju i prywatności miałem go pod dostatkiem w swoim pokoju. Gdy chciałem porozmawiać i pośmiać się, schodziłem do kuchni. Dla mnie, człowieka niezbyt rodzinnego, był to prawdziwy szok, i istotna zmiana w charakterze. Zmieniła się także niechęć do poważnych słów – dzięki moim gospodarzom we Włodowicach czułem się jak w domu. I kropka. Oczywiście nie stałoby się tak bez pomocy wielu innyh osób z którymi miałem się spotkać.

Pokój nauczycielski

Kierując się doświadczeniem z praktyk odbytych we wrocławskich szkołach, początkowo unikałem wizyt w pokoju nauczycielskim i śmiano się, że najbardziej lubię się zaszyć w bibliotece. I znów miłe zaskoczenie. Wszyscy pracownicy szkoły, podkreślam - nie tylko nauczyciele, czegoś mnie nauczyli i w wielu sprawach mi pomogli.
Sprzątaczka Dorota, ścigając mnie za każdy pozostawiony gdzieś kubek po kawie, nauczyła mnie większej dbałości o porządek i jakby to ująć, lepszej organizacji pracy. Pani Beata, sekretarka, przypominając mi o każdym podpisie i każdym papierku do wypełnienia, poprawiła moją systematyczność, z którą nie radziła sobie żadna pracowniczka dziekanatów. Natalia, bramkarka Piasta Nowa Ruda i szkolna świetliczanka, przywróciła moje zamiłowanie do piłki nożnej. Dyrektorka Ania pokazała swoją postawą  jak dążyć do konkretnych celów, nie zapominając przy tym o koniecznym humorze.
Wszystkie nauczycielki, posługujące się jakże różnym warsztatem, wniosły inne elementy do mojej własnej pracy z dziećmi. Szczególne podziękowania należą się pani Dorocie, która zwykłe gotowanie kisielków potrafiła zamienić w ulubiony rytuał dzieci uczęszczających na świetlicę, a w klasie umiała sobie poradzić i zaangażować wszystkich uczniów, których śmiało można określić popularnym mianem „trudnych”, z Aleksym na czele, któremu należy się osobny rozdział tych wspomnień.  
Jednak dość już tych laudacji, przejdźmy do konkretów, które sprowadzają się do odpowiedzi na pytanie moich znajomych – co ty właściwie na tej wiosce robisz?

Praca

Miały być konkrety, jednak ujęcie pracy we Włodowickiej podstawówce, wymyka się prostym schematom i nie mieści się w żadnych godzinowych ramach. Moim pierwszym zadaniem było na przykład sprawdzenie i skonfigurowanie nowo zakupionych słuchawek i mikrofonów, co dziś bardzo mnie śmieszy. Do tej pory w mojej wizji nauczyciela zawsze umieszczałem się w roli pedagoga uczącego w liceum, co najwyżej w gimnazjum, bo z osobami w tym wieku pracowałem do tej pory. A tutaj podstawówka, prowadzenie zajęć na świetlicy i w bibliotece, do których zaglądają najczęściej najmłodsi, uczniowie klas I-III. Po dwóch tygodniach znałem imię i nazwisko każdego dziecka w szkole i jego zainteresowania. Po trzech tygodniach musiałem nauczyć się trudnej umiejętności bycia wszędzie na świetlicy i odpowiadania na pytania organizacyjne (kiedy tańce? czy mogę iść do toalety? gdzie jest „Prawo dżungli”?), poważne (czym jest przyjaźń?, dlaczego szkoła chce z nas uczynić posłuszne marionetki?) i zupełnie abstrakcyjne (kiedy zgaśnie słońce? ile bramek strzelił Leo Messi?, jaki jest najgorszy piłkarz świata?). Najczęściej pytania te nadchodziły niespodziewanie, w dowolnej konfiguracji i groziły przerwaniem nawet najlepiej przygotowanej zabawy. Ale i ten problem udało się rozwiązać. Następnym etapem była praca nad tym, aby dzieci same potrafiły zorganizować sobie czas. Gdy zbliżał się koniec roku szkolnego, nieskromnie mówiąc, czułem się już jak kierownik świetlicy, a przecież zaczynałem jako dość zagubiony wolontariusz, przysiadający się do grających w różne planszówki dzieci.
Pieniądze przeznaczone na rozwój placówki przez program Wolontariat Rozwija Wieś, okazały się niezwykle potrzebne dla stworzenia nowych aktywności dla uczniów. Stopniowo biblioteczne półki opuszczały opasłe kompendia wiedzy o Mickiewiczu, a zapełniały je lektury odpowiednie dla wieku i upodobań dzieci, co zwiększyło czytelnictwo wśród najmłodszych. Część z nich pochodziła z zakupów w ramach WRW, a część pozyskiwałem poprzez liczne konkursy i akcje społeczne czy zwykłe listy do firm, którymi również się zajmowałem.
Zwróciłem także uwagę, że większość uczniów szkoły nigdy nie była za granicami naszego kraju, nawet w Czechach, od których dzieli Włodowice parę kilometrów, a przyjazd kogoś z Wrocławia (100 kilometrów!), taktowany jest jako wydarzenie. Dlatego też wymyśliłem zajęcia „Kraje świata”, podczas których prezentowałem dzieciom odwiedzone przeze mnie państwa. Pozwoliło to na uniknięcie sztampowego przekazu wiedzy, rodem z Wikipedii i podobnych źródeł. Do szkoły przyjechał także podróżnik Krzysztof Szymański, aby opowiedzieć o swoim rocznym pobycie na Filipinach. Poszerzanie dziecięcej mapy świata prowadziłem także poprzez zajęcia z „Postcrossing”, podczas których uczniowie klasy IV wysyłali kartki pocztowe do różnych krajów. Pocztówki od początku do końca wypełniały dzieci, oczywiście w języku angielskim, następnie naklejały znaczek (znów rola funduszy z WRW), przepisywały adres, a ja tylko nadzorowałem cały proces i odnosiłem gotowe kartki na pocztę. Następnie czekaliśmy na odpowiedzi i wspólnie je czytaliśmy, a miejsca, z których przyleciały kartki zaznaczaliśmy na mapie.
Świat włodowickich dzieci starałem się poszerzać nie tylko w rozumieniu ściśle geograficznym, ale także poprzez zwrócenie uwagi na różnorodność otaczających nas ludzi. Stąd wizyta w szkole pań, które przeprowadziły kurs języka migowego połączony z prezentacją kultury osób głuchoniemych. Z kolei studenci wrocławskiej Akademii Medycznej nauczycieli dzieci podstawowych reakcji na krzywdę ludzką, poprzez dwa kursy pierwszej pomocy. Z organizacji wszystkich wizyt jestem dumny i w tym miejscu mam okazję podziękować zaangażowanym w nie osobą.
Prowadziłem także zajęcia z cyklu „Kinowe Popołudnia”, funkcjonujące bardziej jako Dziecięcy Dyskusyjny Klub Filmowy, niż zwykłe „puszczanie filmu” kojarzone przez wszystkich ze szkolnych lat. Każdy seans poprzedzała prelekcja, a po projekcji uczniowie uczestniczyli w dyskusji. Pozwoliło to na sięgnięcie po filmy trudniejsze niż popularne bajki Disneya, do których w większości sprowadza się dziecięca znajomość kinematografii.
Wszystkie te zajęcia miały jeden cel – wskazanie dzieciom obszarów wykraczających poza schematy znane im z codziennego życia. Skłonienie ich do własnych poszukiwań. No i nie ukrywając, dobrą zabawę. Myślę, że te założenia zostały spełnione, choćby gdy uczennica klasy IV po seansie Białego Kła sięga po inne książki Curwooda, czy wychowanek domu dziecka stwierdza, że (cytuję dosłownie) „najpiękniejszym filmem, który oglądaliśmy było Życie jest piękne”.
Większość czasu pochłaniała jednak świetlica, godziny gier i zabaw, odrabiania lekcji i odpoczynku (dzieci oczywiście, bo ja po czterech godzinach takich rozrywek miałem serdecznie dość). Przez miesiąc byłem też konserwatorem. Wraz z rodzicami malowałem klasy. Zmieniałem tusze w drukarce i rysowałem tabele w Excelu. Jeździłem na mecze Śląska i basen. Ferie spędziłem z dziećmi, pożytecznie. Czekałem z uczniami na autobusy do Krajanowa i Tłumaczowa. Grałem w piłkę, ping ponga i bierki. To oczywiście nie wszystko, a aktywności te wymieniam aby jeszcze raz podkreślić, że praca na wolontariacie nie przebiegała według określonego schematu, a każdy dzień przynosił nowe wyzwania z jakże różnych dziedzin.
Myślę jednak, że jeszcze znaczniejszy wpływ mieli uczniowie na mnie, niż ja na nich. Przecież widywałem ich nie tylko w szkole, ale jak to bywa w małej miejscowości i na boisku, i w sklepie i na ulicy. Z pewnością złagodniałem i nabrałem większej cierpliwości do uczniów. Do wszelkich wydarzeń podchodziłem mniej emocjonalnie i osobiście niż dawniej. Nie ukrywam także, że życie na wsi jest zdecydowanie spokojniejsze i wpłynęło na mój harmonogram dnia, zamknięty w godzinach 6:00 – 22:30, co we Wrocławiu byłoby nie do pomyślenia. Najwięcej jednak zawdzięczam zapowiadanemu już Aleksemu, któremu poświęcone będę ostatnie strony tych wspomnień.

Aleksy

Ciężko opisać tego chłopca. Drugoklasista, dziewięciolatek, autystyk, mój ulubiony uczeń w szkole, choć według wszelkich standardów nie powinno tak się mówić. Dziecko, które zachowując odpowiedni dystans nazywa mnie przyjacielem. Problemy Aleksego z rozpoznawaniem uczuć skłoniły mnie samego do refleksji nad swoim zachowaniem i motywacją moich czynów. Chłopiec ten bez problemu rozpoznaje wszelki fałsz i bez ogródek wypomina błędy nauczycieli i kolegów. Takie „lekcje” udzielone mi przez Aleksego należą do najcenniejszych jakie otrzymałem podczas dotychczasowego pobytu we Włodowicach. A nagrodą za zaangażowanie jest szczere przywiązanie tego dziecka, które wita mnie uściskiem a po trzy dniowej przerwie mówi z wyrzutem „dlaczego pana tyle nie było w szkole?”. Jego uczestnictwo w zajęciach i oczekiwanie na kolejny cykl „Krajów świata” stanowią najlepszą motywację dla dalszej pracy.
Nie tylko Aleksy wpłynął na moje podejście do pracy z dziećmi. Także walczący o swoje racje Dominik, pewny siebie, urodzony lider Maks, wygadana siedmiolatka Julka, Oskar – chłopiec mający za sąsiada Człowieka Pumę. I wielu innych uczniów, którzy już posiadają cechy nad którymi ja muszę dopiero pracować.

Zapowiadana synteza

We Włodowicach miałem mieszkać jako wolontariusz pół roku. Okres ten wydłużył się o kolejne dwa miesiące, gdyż zatrudniono mnie jako stałego pracownika – opiekuna świetlicy, animatora kultury. Od września moja przygoda z początku anonimową wioską przedłuży się o trzy lata, gdyż podejmę pracę jako nauczyciel wspomagający dzieci z autyzmem w pierwszej klasie. Zmobilizowany w ten sposób napisałem pracę magisterską w dwa tygodnie i już dziś mogę stawiać przed nazwiskiem literki mgr i zaczynam studia podyplomowe z oligofrenopedagogiki.
Przypadkowy wyjazd, przygoda właśnie, przerodziła się w coś trwałego, wymagającego poświęceń. Bo wolontariat długoterminowy to nie tylko same przyjemności. Na pół roku opuszcza się znajomych i rodzinę, by tak naprawdę całkowicie oddać się pracy w nowym miejscu. Ja i tak co tydzień odwiedzałem dziewczynę i przyjaciół, spędzając cudowne godziny podróży w busie „Beskid”, od którego powinienem chyba dostać kartę stałego klienta. Jednak dwudniowe wizyty to zdecydowanie zbyt mało.
Cóż, nie da się ukryć, że udział w Wolontariacie Rozwijającym Wieś zmienił moje życie (kolejne wielkie słowa, których nie pozostawię bez uzasadnienia):

- zmieniam miejsce zamieszkania/życia na prawie cztery lata
- mam pracę w zawodzie do którego dążyłem, dla którego studiowałem
- skończyłem ciągnącą się za mną pracę magisterską i zaczynam studia podyplomowe
- dojrzałem, stałem się bardziej odpowiedzialny za własne czyny, które w większości kieruję do oddanych pod moją opiekę dzieci
- moja praca została doceniona przez pracodawców, którzy zaoferowali mi kolejne umowy
- poznałem wielu ciekawych ludzi: dzieci i ich rodziców, pracowników szkoły, mieszkańców Włodowic, ale i zaniedbałem kontakty z większością dotychczasowych znajomych. 

Myślę, że te sześć punktów wystarczająco rozgrzesza użycie zwrotu „zmienił moje życie”.  Tymi słowy kończę powyższe rozważania, pakuje plecak i jadę na stopa do Albanii, z pierwszym przystankiem we Włodowicach.  
piątek, 13 września 2013 0 komentarze

Wrzesień roku szkolnego 2013/2014

Czyli wpis z cyklu "jak minął dzień, jak ci się dziś pożyło?". Przed paroma godzinami zakończyła się pierwsza edycja zajęć o krajach świata, tym razem odwiedziliśmy ukraiński Lwów. Dzieci dowiedziały się kiedy odjeżdża Marszrutka (kiedy chce), ile stoi się w kolejce na granicy, czym jest cyrylica, ile walk wygrali bracia Kliczko i czym różnią się lwowskie kasowniki tramwajowe od tych obecnie zamontowanych we Wrocławiu. 

Przed krajami świata, tak jak codziennie, wspierałem w nauce pierwszaków Adasia i Michała siedząc z nimi na końcu klasy. Michał świetnie gra na tamburynie "wlazł kotek na płotek", i jak sam uznał - słyszy przy tym niezły heavy metal. Raz lubi moje wąsy i rysuje sobie własne, a raz pyta czy kupiłem w końcu maszynkę. Adaś wciąż chce dodawać i odejmować, a głoskować najchętniej uczy się na przykładzie słów "Sędzia Anna Maria Wesołowska". Znaki drogowe i ruch okrężny nie stanowią dla niego zagadki. Zna godzinę na pamięć.

Obaj panowie lubią się uczyć, dużo kombinują, ale i mocno się starają. Lubią też jeść i pić, dlatego nic dziwnego, że nad klasę przedkładają stołówkę.

Tyle o szkole. Przed pracą natomiast karmiłem króliki, kury, kaczki, koty, rybki i psa. Zaraz zrobię to znów, spakuję się i cudownym PKS-em potoczę się do Warszawy na konferencję podsumowującą Wolontariat Rozwijający Wieś. Ostatnio na stronie projektu pojawiła się taka informacja:
Komisja konkursu na wspomnienia wolontariuszy "Jak wolontariat rozwinął mnie i organizację" za najlepsze uznała prace opatrzone godłami: Senior, Makatka i pracę rozpoczynającą się od słów: "W sierpniu zeszłego roku mogłem wstawać z łóżka późno”.
Jest tam mowa o moich wspomnieniach, a nie podpisałem się jako Senior, ani tym bardziej Makatka. W tym momencie zagadka wydaje się już być prosta.

P.S Za tydzień w sobotę zapraszam do Włodowic na festyn "Pożegnanie lata". 
sobota, 31 sierpnia 2013 2 komentarze

Rada Pedagogiczna

Od 2 września wracam do Włodowic już nie jako wolontariusz/bibliotekarz/konserwator/świetliczanek, ale będę pracował na stanowisku nauczyciela wspomagającego w klasie pierwszej. Nadal będę prowadził też filmowe popołudnia i zajęcia o krajach świata, trochę czasu spędzę i na świetlicy. Wracam również do pisania tegoż bloga, do czego zachęciły mnie przede wszystkim opinie spotykanych podczas wakacji znajomych, za które serdecznie dziękuję. Także proces stawania się naszej podstawówki najlepszą szkołą w Polsce możecie nadal śledzić pod tym adresem.


Zanim jednak nauczyciel spotka się na nowo z dziećmi odbywa się słynna Rada Pedagogiczna. Większość uczniów od zawsze fascynuje co takiego dzieje się na owych tajemniczych spotkaniach. We Włodowicach ustalaliśmy po prostu plan głównych wydarzeń na najbliższy rok szkolny, piliśmy kawę i jedliśmy świetne ciasta. 

Oprócz tego podczas pierwszego powakacyjnego pobytu we Włodowicach spotkałem Maksa, który zapytał kiedy w końcu zacznie się szkoła, a ja pomyślałem wtedy, że świat stanął na głowie. Posiedziałem oczywiście chwilę nad książkami w bibliotece i pograłem w piłkę z Karolem i Hubertem ostatecznie rozwalając adidasy. Dlatego też wybrałem się wczoraj do chińskiego marketu i zakupiłem okazyjnie pseudo korki. 

Na koniec bardzo istotna sprawa - poszukuję pilnie kawalerki we Włodowicach lub Nowej Rudzie. Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie, proszę pisać w komentarzach lub na maila wlodowice2012@gmail.com. Z góry dziękuję za pomoc. 

P.S Pisząc te słowa jednym okiem zerkam na teleturniej "Familiada" przygotowując się do popołudniowych rozrywek we Włodowicach, z "Jeden z dziesięciu" na czele. 
piątek, 21 czerwca 2013 0 komentarze

Dzielę się książkami - dziękujemy!

Wprawdzie wspomniałem o tej akcji w poprzednim poście, ale jest to na tyle ciekawe przedsięwzięcie, że nie można potraktować go tak po macoszemu.

O projekcie przeczytałem przypadkiem, leżąc już w łóżku w pewien zimowy wieczór, a że zima trwała we Włodowicach chyba z rok, to nie pamiętam kiedy to dokładnie było. Pomysł zainicjowania akcji społecznej organizatorzy tłumaczą tak, i zgadzam się z nimi całkowicie:

O tym, że warto czytać dzieciom i z dziećmi, że kontakt z książką wpływa pozytywnie na rozwój intelektualny i społeczny, uwrażliwia na kulturę i sztukę, wiemy już chyba wszyscy. Oferta wydawnicza jest bardzo szeroka i na pewno może zaspokoić wszelkie potrzeby, pod warunkiem jednak, że w jakiś sposób dotrze do odbiorcy, czyli małego czytelnika. No i tu zaczyna się problem, którym postanowiliśmy się zająć w ramach akcji społecznej „Dzielę się książkami”. Brak nawyków czytelniczych  oraz ograniczony dostęp do książek bądź całkowity jego brak to bolączka dzieci przebywających w domach dziecka, placówkach opiekuńczych i szpitalach.
Zgłosiłem naszą szkołę, ponieważ posiadamy wprawdzie sporo książek, ale większość słabo przystosowanych dla dzieci, o czym pisałem wcześniej. Regularnie sprawdzałem rozwój akcji na stronie dzielesieksiazkami.pl, ale do samego końca nie byłem pewny czy to właśnie nasza placówka otrzyma oczekiwane pudło.

Ale stało się - wczoraj wróciłem z zajęć o Krajach Świata, a w sekretariacie stało ono - PUDŁO. A w nim książki tak różne, jak różni byli ich ofiarodawcy: Zadziwiające maszyny, które od razu pochwycili chłopcy z Maksem na czele. Dziewczynki rozpakowały z folii nowe wydanie książki Twój Kot: odkryj w nim tygrysa (swoją drogą książka przygotowana przez Discovery to przede wszystkim znakomite zdjęcia). Emocje wzbudziła też klasyka, czyli Chata wuja Toma, zeszyt z przygodami Tytusa, Romka i Atomka, oraz "szkolna klasyka" - Koszmarny Karolek. Największy bój został stoczony o zaklepanie na wrzesień książki Jak wytresować sobie smoka.


Biblioteka wygląda coraz ciekawiej, kody naklejam na coraz lepsze książki. Tylko się cieszyć. Jeszcze raz dziękuję organizatorom akcji i zapraszam na dzielesieksiazkami.pl
czwartek, 20 czerwca 2013 0 komentarze

Jak minął rok - liczby

Obecnie we Włodowicach ciężko jest żyć, nawet dzieci przy 30 stopniowym upale podczas czwartej godziny świetlicy leżą ospale na kocach, trzymając się obrębu nikłego cienia. Największą atrakcją dnia jest teraz cogodzinne chlapanie wodą z wiadra.



Podczas gdy Miami doprowadza do siódmego meczu w finałach NBA, my wciąż gramy w piłkę nożną, i trzeba przyznać, że dzieciom wychodzi to coraz lepiej. Jakiś czas temu uczniowie wygrali mecz z Tłumaczowem 16:1. Choć termin "podanie" nadal nie jest dla wszystkich jasny. Za to okrzyk "nie sęp się!" zna każdy.

Do rzeczy:

Tak jak tuż po przyjeździe przedstawiałem Włodowice w liczbach, tak teraz podsumuję rok szkolny. Bo Włodowickie liczby niewiele się zmieniły - tylko "Happy Endu" już brak.

Kraje Świata: 14:

krajów Francja, Hiszpania, Estonia, Węgry, Włochy, Niemcy, Finlandia, Kanada, Portugalia, Bośnia i Harcegowina, Dania, Czechy, Słowacja oraz Filipiny.



Podczas każdego spotkania uczniowie poznawali kraj od nieco innej strony, od tej znanej z Internetu czy przewodników turystycznych. Dziękuję serdecznie Krzyśkowi Szymańskiemu, za dwugodzinną prezentację na temat Filipin. Teraz każdy uczeń chciałby spróbować najsłodszego na świecie filipińskiego mango i przejechać się nietypowym busem/taksówką.

Postcrossing: 


Mapa, na której zaznaczamy podróże naszych kartek. 

76 - wysłanych
61 - odebranych
231,830 - tyle kilometrów przeleciały kartki od nas
188,019 - tyle kilometrów kartki leciały do Włodowic
30 - z ponad tylu państw otrzymaliśmy pocztówki

Klasa czwarta z pomocą Emilki i Agaty wysłała 76 kartek wypełnionych po angielsku we wszystkie strony świata. Pisaliśmy o wszystkim: śmierci chomika, ulubionych piosenkarzach, szkole, rodzeństwie, ulubionych sportach, okolicznych górach, domowym zwierzyńcu, pogodzie, a nawet przesyłaliśmy wiersze. Dzieci same, od początku do końca były odpowiedzialne za wypełnienie kartki, ja tylko dostarczałem je na pocztę. Gratulacje dla wszystkich Postcrosserów!

Kinowe Popołudnia: 2,5

Tyle czasu uczniowie zostawali po lekcjach, od godziny 15:00 do 17:30, żeby obejrzeć bajki, komedie, filmy familijne i przygodowe, ale i trudniejsze tytuły. Przed i po każdym seansie rozmawialiśmy o obejrzanych dziełach. Najwięcej emocji wzbudziły chyba filmy "Nietykalni"i "Mój przyjaciel Hachiko". Dziękuję najwytrwalszym kinomaniakom, którzy i w zimie, gdy wychodziliśmy ze szkoły jakby była noc, i na wiosnę gdy żar lał się z nieba, dzielnie oglądali wszystkie filmy.



Kursy: 3

Dwa kursy pierwszej pomocy i jeden języka migowego. Nic by z tego nie wyszło gdyby nie zaangażowanie fachowców w swoich dziedzinach, którzy przyjechali do nas z Wrocławia, pomiędzy swoimi zajęciami/pracami. Serdeczne dzięki.

Pani Ola, która prowadziła kurs migania wspomina to tak:
1 marca w szkole we Włodowicach przeprowadziłyśmy z Zuzą krótki kurs języka migowego dla dzieciaków. Pracowało nam się z nimi wyśmienicie. Te młodsze miały milion pytań i tyle samo odpowiedzi na pytania, które przygotowałyśmy dla nich. 

Książki i gry:

150 - Prawie tyle książek otrzymaliśmy za darmo od Agatki, Natalii i Sewcia, którzy opróżnili swoje dziecięce półki, a także od wydawnictw: Zakamarki i Egmont Polska i innych. Wielka paczka przyjechała do nas dziś rano dzięki akcji Dzielę się książkami. Z tej okazji podziękowania dla organizatora zbiórki - portalu Qlturka.pl.

30 - tyle gier otrzymaliśmy od firm Granna i Egmont, lub zakupiliśmy z pieniędzy uzyskanych w rmach projektu Wolontariat Rozwija Wieś.

Ostatnia liczba:

MILION 

Tyle wzruszeń, emocji, energii i słów wymagał każdy tydzień spędzony w szkole. Czasem też wydaje mi się, że tyle kilometrów przeszedłem dolną drogą i przebiegałem za piłką. Za wszystkie emocje (i kilometry też) wielkie dzięki dla każdego ucznia i pracownika szkoły.
poniedziałek, 3 czerwca 2013 0 komentarze

Po prostu Dzień Dziecka

Dostaliśmy świetne prezenty z okazji Dnia Dziecka. Do biblioteki trafi 60 książek dzięki:

1. Wydawnictwu Egmont, które odpowiedziało na naszą prośbę o wsparcie czytelni. Warto przypomnieć, że Egmont pomaga nam już po raz drugi, wcześniej otrzymaliśmy od tej firmy karton gier, a wśród nich cieszące się ostatnio ogromną popularnością Słowostworki, które polecam wszystkim fanom kalamburów.

2. Festiwalowi Kontakt i Wydawnictwu EneDueRabe, których konkurs wygraliśmy na Facebooku.

3. Sewciowi, który wysprzątał pokój tak skutecznie, że aż uzbierany przez niego karton znakomitych książek z lat dziecięcych z trudem zmieścił mi się do bagażnika busa Beskid. Plus podziękowania dla Marka i Patka za transport pudła do mojego mieszkania.

Szkoda tylko, że póki co komputer nie działa i na wprowadzenie książek do magicznego systemu i skanowanie czytnikiem (czyli to, co wypożyczający lubią najbardziej) trzeba poczekać.



W skrócie, co jeszcze u nas słychać:

- Dzisiaj odbył się szkolny Dzień Dziecka. Planowaną wycieczkę na Górę Anny pokonał deszcz, ale kiełbaski i tak zostały zjedzone dzięki paniom Beacie i Dorocie, i szkolnemu piekarnikowi. Nie zabrakło gier i zabaw sportowych (trafianie rozpakowaną talią kart do oddalonego o trzy kroki wiaderka wcale nie jest łatwe), a także intelektualnej rozrywki na poziomie - zmagań w "1 z 10".

- Proszę o głosy na prace naszych dzieci zgłoszone do konkursu Kraina Marzeń. Przypominam, że głosować można tutaj: http://fundacjaoskar.pl/?cat=8 tylko raz na 24 godziny z jednego IP. Na Wasze wsparcie czekają:  Zuzia K., Sandra Cz., Michał K., Kasia D., Kinga W., Kuba M. 1, Karolina P., Julka F. (moja faworytka z latającą krową), Julia S.



- Dzięki programowi Wolontariat Rozwija Wieś ukończyłem internetowy kurs kierownika kolonii. 

- Rok szkolny powoli się kończy co pierwszy raz w życiu w ogóle mnie nie cieszy.

P.S Nie mam żadnych aktualnych zdjęć, więc ten tekst ilustrują "śmieszne miny" sprzed kilku miesięcy.
środa, 15 maja 2013 0 komentarze

Włodowice - wioska spotkań

Skończyła się zima i w końcu zwiększyła się liczba możliwych aktywności po pracy. Oczywiście pierwsze co zrobiłem to przywiozłem piłkę do kosza. Ale żeby pograć sobie w koszykówkę muszę przejść 5 kilometrów na boisko, którego kosze nie są postawione na trawie i rzecz jasna 5 kilometrów wracać do domu.

Gdy już dotarłem do noworudzkiego orlika spotkałem tam oczywiście jednego z uczniów - Eryka (gdziekolwiek się nie ruszę to niespodziewanie wyskakują uczniowie, poczta - uczeń, rynek - uczeń, Biedronka - uczeń), i wraz z jego kuzynami stoczyliśmy zacięty mecz do 10 pkt. W świecie dzieci zasady takie jak kroki czy podwójna nie obowiązują.

Po drugie musiałem sięgnąć po "Gościa Niedzielnego" żeby dowiedzieć się, że w Nowej Rudzie, a dokładniej w kawiarni "Biała Lokomotywa", serwowana jest jedna z najlepszych kaw w Polsce. Nie istnieje tam coś takiego jak menu, tylko właściciel, znany barista, podczas rozmowy z klientem sam sugeruje mu jakich kaw mógłby spróbować.

Jest się tu także gdzie przejść, szlaków może nie ma zbyt dużo, ale są zadbane i dobrze oznakowane. W informacji turystycznej pomoc jest fachowa, a i darmowe mapki przydatne. W taki sposób dotarłem na Górę Anny z wieżą widokową. Na Dzień Dziecka ruszamy tam ze wszystkimi dziećmi. A już w piątek spacerujemy wraz z PTTK po okolicznych wzgórzach z klasami I-III.

W ogóle dzieje się ostatnio sporo:

- 18 dzieci uczestniczyło w Nocnym Maratonie Władcy Pierścieni
-  przeszliśmy się na salę zabaw w Nowej Rudzie. Karnet dla całej klasy w konkursie plastycznych wygrała Karolina.
- Wysyłamy list z prośbą o autografy do Realu Madryt. Dziękujemy Michałowi za przetłumaczenie tekstu na hiszpański
- Podczas zajęć z cyklu "Kraje świata" zwiedziliśmy Niemcy i Włochy.
- Chusta Klanzy cieszy się popularnością na świetlicy.
- Piłka wpadła do wody 7 razy.

I tekst o wolontariacie, w którym brałem udział pojawił się w miejscowej gazecie "Noworudzianin". Cóż, jest mi miło.Na zdjęciu jestem z Aleksym, więc wszystko się zgadza.





wtorek, 30 kwietnia 2013 0 komentarze

Adalbertus

W ostatni piątek obchodziliśmy dzień patrona szkoły - św. Wojciecha. Przygotowania trwały od początku tygodnia, Dorota wysprzątała wszystko co choć trochę mogło przypominać brud, Beata z wielką wprawą powiesiła nowe rolety, pan Mirek praktycznie sam wysypał kamieniami nowy parking, a panowie z kopalni odmalowali salę gimnastyczną. Tylko trawy nie pomalowaliśmy na zielono.

Ale opłaciło się. Kółko teatralne pod przewodnictwem Ani dało świetne przedstawienie, balet tańczył równo, gitarzyści zagrali główny motyw z filmu "Hobbit", a Emilka zaśpiewała "New York".

Podczas gali siedziałem koło Aleksego i gdy akurat głowiłem się jak najkrócej i najciszej odpowiedzieć na pytanie ucznia "dlaczego dzieciństwo jest takie krótkie, a dorosłe życie tak długie?" wyczytano moje nazwisko. Otrzymałem Adalbertusa - nagrodę przyznawaną dla przyjaciół i pomocników szkoły.



Dziękuję. Jestem dumny i wzruszony.
Więcej o Dniu Patrona można poczytać na stronie szkoły. Tu, tu i tu

P.S Dobrze cały rok ubierać się w bojówki i bluzy, bo gdy w końcu założy się garnitur to efekt jest gwarantowany.   
wtorek, 16 kwietnia 2013 0 komentarze

Bańki lecą w niebo, a piłki do wody

Gdy kupowałem specjalny płyn o objętości 5 litrów, do robienia ogromnych baniek mydlanych, zakładałem, że posłuży nam on przez co najmniej tydzień. Według obliczeń optymistycznych nawet dwa. Dzieci ze wszystkich klas rozprawiły się z nim już pierwszego słonecznego dnia. Na szczęście obyło się bez rozlewania i cały został przeznaczony do produkcji baniek - olbrzymów. Następnym razem wykorzystamy już płyn do naczyń Tesco. Tak to wyglądało:





Tego samego dnia część dzieci postanowiła pograć w nogę. W wyniku meczu straciliśmy trzy piłki, które porwała wzburzona rzeczka Włodzica. W ratowanie dwóch z nich zaangażowało się pół Włodowic, za co wszystkim serdecznie dziękuję. O najważniejszą musiałem powalczyć już sam z"wodospadem" uzbrojony w dwumetrową sztachetę. Wszystkie zguby powróciły na teren szkoły, a granie w nogę na dworze jest póki co zawieszone. 


środa, 10 kwietnia 2013 0 komentarze

Zakupy na koniec WRW

Podczas świąt zjeździłem kilkanaście sklepów i dzięki pieniądzom z projektu Wolontariat Rozwija Wieś udało mi się zakupić kilka nowych, ciekawych rzeczy:

- Dzięki znaczkom nadal bawimy się w Postcrossing. Na mapie politycznej świata zaznaczamy teraz szpilkami o kolorowych czubkach miejsca, w które wysłaliśmy kartki, i z których pocztówki otrzymaliśmy. Dzięki temu świat staje się bliższy, a nadawcy kartek bardziej realni. 

- "Najpiękniejsze bajki świata" przeczytają dla nas na świetlicy Magda Umer i Wojciech Mann, a rodzime "Baśnie" opowie Jan Nowicki. Oczywiście za pośrednictwem audiobooków

- Gdy tylko zrobi się jeszcze cieplej, a ja dostanę wiosennej alergii, pójdziemy na dwór puszczać ogromne bańki mydlane.

- Nowe książki o dinozaurach, kotach, koniach, tygrysach, chomikach i innych zwierzakach już opuściły szkolną bibliotekę w tornistrach dzieci.

- "365 eksperymentów" i "W co bawią się dzieci na świecie" to worek pomysłów na nowe gry. 

- Nowe pieczątki ze zwierzakami pojawią się pod odrabianymi na świetlicy zadaniami domowymi. 

- Wilki i owce, Prawo Dżungli, Uga Buga, Świat, Colorio, Portret pamięciowy i gramy, gramy, gramy. Ćwiczymy przy tym refleks, powiększamy wiedzę o krajach świata, uczymy się logicznego myślenia i poprawiamy naszą pamięć.

To tylko część rzeczy zakupionych dzięki projektowi Wolontariat Rozwija Wieś, który kończę... no właśnie. Kończę dzisiaj. Minęło pół roku odkąd przyjechałem do Włodowic. Na szczęście dzięki uprzejmości Fundacji Fala i dyrekcji szkoły zostaję, robiąc to samo co do tej pory, do końca roku szkolnego.

A jako, że jednak nie wyjeżdżam, jutro na Kinowych Popołudniach oglądamy film "Hugo i jego wynalazek"
środa, 20 marca 2013 0 komentarze

Książki ze strychu i Phoenix, Dortmund, Barcelona

Książki ze strychu


Nadszedł czas na wielkie czyszczenie strychu, w tym pudeł z książkami.
Większość zasili budżet szkoły po oddaniu ich na makulaturę, ale znalazłem też kilka perełek światowej literatury:

1. "Smaczne potrawy z mąki i kaszy"
2. "Kordziki w II Rzeczypospolitej"
3. "Węgiel - nasze czarne złoto"
4. "Autobusem po województwie koszalińskim"
5. "Robaki u dzieci"

Na szczęście znalazła się i "Lessie" a także "Kajko i Kokosz".

Jutro czeka nas znoszenie książek jeszcze dwa piętra niżej.


Listy w świat

Do Phoenix poleciała koperta z rysunkiem konia i kaktusów, do Dortmundu z logiem Borussi, a do Barcelony z flagami Katalonii. W środku znajdowały się prośby o autografy odpowiednio: Marcina Gortata, Kuby Błaszczykowskiego, Roberta Lewandowskiego, Łukasza Piszczka i Leo Messiego. Plus kolorowanki z herbami klubów i międzynarodowe bony na znaczki IRC, których nikt w Nowej Rudzie nie kupił od kilku lat. Trochę przeraziły mnie wczoraj Trasy Google, według, których moja droga na pocztę wynosi 4,03 km i zajmuje mi milion godzin.

Cóż, mam nadzieję, że kluby nam odpiszą i cały wysiłek będzie się opłacał.

poniedziałek, 11 marca 2013 0 komentarze

Magia Kina i Angry Birds

W szkole wybuchły dwa wulkany, pękła jedna kaseta VHS i sprzedano sporo jajek. Wszystko to podczas Festiwalu Nauki, pełniącego równocześnie funkcję dni otwartych naszej podstawówki.

Razem z Anią byliśmy odpowiedzialni za "Warsztaty Filmowe". Kilka wrażeń:

1. Myszka Miki w Parowcu Willym, choć wyglądała nieco inaczej, to śmieszyła dzieci w ten sam sposób co dzisiejsze kreskówki.

2. Kasety VHS, kinematograf, bracia Lumiere, slajdy - to dla dzieci mniej więcej ten sam okres - prehistoria.

3. Zaczarować maluchy dość łatwo. Najpierw układaliśmy napisy z kredek i jak najwyższą budowlę z klocków, które jedno z uradowanych dzieci mogło jednym, szybkim ruchem zniszczyć (zniszczyć to wciąż ogromna radość). Całą operację nagrywaliśmy na kamerę by później za pomocą magicznego klawisza "cofnij" pokazać dzieciom. Niewiarygodne - wieża sama się buduje a słowo samo się napisało. Tadam!

Dzieci upodobały sobie ostatnio konkurs zatytułowany "Szukamy małych artystów", który polega na... namalowaniu ulubionego Angry Birda. Świat się kończy, ale rysunków otrzymałem sporo.


Z młodszymi klasami miałem też ostatnio zajęcia o Portugalii - dlaczego tramwaje w Lizbonie są takie dziwne?, czym jest kicz i dlaczego łatwo to wytłumaczyć na przykładzie zamku w Sintrze?, czy Christiano Ronaldo ma refleksyjną naturę i czym jest Fado? O tym,  i wielu innych rzeczach rozmawialiśmy.

Dzisiaj do szkoły powinna dotrzeć przesyłka z plakatem z autografami graczy Śląska Wrocław. Serdecznie dziękujemy.

Sto lat Aleksy!
wtorek, 5 marca 2013 0 komentarze

Migamy!

W ostatni piątek prawie 50 dzieci z naszej szkoły nauczyło się na nowo słów "ja, dom, tata, mama, samochód, pies" i innych. Tylko, że tym razem nie wypowiadały ich na głos, a pokazywały za pomocą specjalnych gestów języka migowego.


Zajęcia dla grupy starszych i młodszych dzieci przeprowadziły panie Ola i Zuza, za co serdecznie dziękuję.

Na wstępie dzieci poznały lepiej kulturę głuchoniemych i dowiedziały się jak osoby niesłyszące radzą sobie w codziennych sytuacjach, na przykład gdy nie mogą usłyszeć dźwięku budzika. Na szczęście nie ma potrzeby montowania robota wylewającego kubek wody o określonej godzinie, jak sugerowały to maluchy. Wystarczy specjalne, wibrujące urządzenie przypięte do piżamy.



Najwięcej radości sprawiła nauka prostych znaków, wśród których największą popularnością cieszyły się chomik, żółw, koń i samochód. Na koniec dzieci zagrały w grę "Palce w pralce" dzięki czemu Agata poczuła się jak na koncercie "Queen".


("Palce w pralce" to gra, w której gracze klaszczą w rytm klasycznego utworu We Will Rock You. Jednocześnie pokazują gesty, które mają na swoich kartach i przekazują kolejkę dalej – wywołując innych graczy ich gestami. Wywołany gracz musi odpowiedzieć swoim gestem i przekazać kolejkę do kolejnej, wybranej osoby.)

Po kursie Dominik pożegnał się ze mną znakiem "Do widzenia", a Łucja uczyła swoją małą siostrzyczkę prostych znaków, jeszcze przed wyjściem ze szkoły. Wniosek - udało się!

P.S Znak określający "mężczyznę" przypomina czynność golenia policzka. W takim razie jeden z uczniów stwierdził, że "kobieta" to taki sam gest, tyle, że wykonywany pod pachą. Nie jest to jednak prawda. Wystarczy złapać się za ucho (kolczyk).

czwartek, 28 lutego 2013 0 komentarze

SZŁY! MRÓWECZKI! PRZEZ ZIELONY LAS!

I! ŚPIEWAŁY! CICHUTEŃKO TAK! DO BOJU, DO BOJU, DO BOJU WKS!


Wczoraj aż 23 dzieciaki z naszej szkoły pojechały do Wrocławia na mecz Pucharu Polski, w którym Śląsk pokonał Flotę Świnoujście 3:2. Jak doszło do rzutu karnego już w drugiej minucie nie widziałem, bo akurat tłumaczyłem, którzy to nasi. Wyrównującej bramki też nie widziałem - akurat odprowadzałem Patryka do toalety. Udało mi się w końcu zobaczyć gola na 2:1... szkoda, że dla gości. 2:2, znów podróż za trybuny, tym razem po jedzenie. Przerwa w meczu to prawdziwa walka o przetrwanie, aby każde dziecko spokojnie wróciło z wycieczki do łazienki/bufetu/sklepu kibica. Na szczęście ostatni strzał meczu, który przyniósł zwycięstwo Śląskowi oglądaliśmy wszyscy.

Jak wyglądał doping od strony dziecięcego sektora? Cóż, siedzieliśmy dość daleko od "wodzireja" dyrygującego szkołami, więc niezbyt wyraźnie go słyszeliśmy, za to zagłuszał on kibiców siedzących po drugiej stronie stadionu. Najlepszymi momentami były odpowiedzi - Wrooocław! Twieeerdza!. Trójkolorowi! Zielono-biało-czerwoni! Chociaż nikt nie miał wątpliwości co trzeba krzyczeć. 


Brakowało też jakiś konkursów dla dzieciaków w przerwie spotkania, czy po jego zakończeniu. Także maskotka chodząca wzdłuż trybun była jakąś niemrawa, a do rozdania miała dwa pluszaki. 

ALE, dosyć narzekania. Dla sporej grupy dzieci była to już kolejna wizyta na meczu, ale cześć pierwszy raz widziała tak ogromny stadion i według nich "było to widowisko lepsze niż na Euro!". 


Za zorganizowanie wyjazdu całe podziękowania należą się pani Natalii. 
czwartek, 21 lutego 2013 0 komentarze

Pierwsza pomoc (edycja druga)

Prawie trzydziestka uczniów z klas I-III wzięła wczoraj udział w Kursie Pierwszej Pomocy. Wszystkim  dzieciakom należą się wielkie brawa, za to że wytrwali w szkole do godziny 16:30, szczególnie, że tego samego dnia szaleli na basenie gubiąc i odnajdując wszystkie części swojej garderoby. 



Przed samym kursem wspólnie robiliśmy kanapki, żeby osoby, które zgłodniały, mogły się nieco posilić. Nie zabrakło też super słodkiej herbaty. Ja dziękuję za talerz kromek z napisem "Dla pana Grzesia".  



Kurs był naprawdę dobry. Pani Agatka zaczęła od najważniejszych podstaw - czyli jak dbać o własnebezpieczeństwo i w jaki sposób prawidłowo zadzwonić na pogotowie. Sporo śmiechu było podczas odgrywania scenek z wypadków, w czym królował tonący Misiu. Następnie dzieci dostały do nauki fantomy, które ochrzciły Stefanami i ćwiczyły sztuczne oddychanie i masaż serca. W tym samym czasie inna grupa starała się zabandażować fikcyjne rany swoich sąsiadów. 


Część dzieci została po zajęciach by jeszcze raz wszystko sobie przypomnieć. Dziękujemy za przeprowadzenia kursu Agatce, a za pomoc Kasi i Darii.  
poniedziałek, 18 lutego 2013 0 komentarze

50, 847 km.

Pierwsza gablotka szkolna już w całości została zapełniona kartkami z Postcrossing. 



Wysłaliśmy 18 pocztówek na odległość 50, 847 km. Pisaliśmy w nich o ulubionej muzyce, hobby, szkole, swoich zwierzętach (w tym o tragicznej śmierci chomika), przesyłaliśmy też wiersze i pytania. 

Otrzymaliśmy 20 kartek, które wędrowały do Włodowic przez 51,767 km. W tym widokówki z Chin, Japonii, USA, Kandy, Hiszpanii, Portugalii, Niemiec, Holandii, Chorwacji, Białorusi, Tajwanu i Rosji. Niektóre osoby już po prostu wysyłają do nas kartki, poza systemem, ciesząc się, że dzieci uczą się w ten sposób angielskiego. 

Już dziś idę na pocztę z kolejnymi sześcioma pocztówkami. 

W najbliższym czasie czeka na dzieci sporo atrakcji:

20.02 (środa) - KURS PIERWSZEJ POMOCY (klasy I-IV)
21.02 (czwartek) - KRAJE ŚWIATA: FINLANDIA (nowy cykl, który odbywać się będzie co dwa tygodnie w czwartki. Kinowe Popołudnia pozostają bez zmian również co dwa tygodnie)
27.02 (środa) - WYJAZD NA MECZ ŚLĄSK WROCŁAW VS. FLOTA ŚWINOUJŚCIE (Dzięki pani Natalii)

01.03 (piątek) - KURS JĘZYKA MIGOWEGO

Jeśli ktoś jeszcze ma pomysł, jakie warsztaty w szkole mógłby poprowadzić, to niech da znać. 
czwartek, 7 lutego 2013 0 komentarze

Tak tłustego czwartku jeszcze nie miałem

Kończą się pożyteczne ferie. Wczoraj odwiedziliśmy gospodarstwo pana Czesława aby pooglądać zwierzaki: kota, króliki, konia i kozę. Najwięcej ciekawych pytań miał Aleksy, wśród których znalazło się nawet takie: "ile kupy potrafi zrobić koń w ciągu jednego dnia?". I na to potrafił odpowiedzieć nasz przewodnik, po podliczeniu ile koń potrafi zjeść.

Otworzyliśmy też sezon grillowy. I wcale nie było tak zimno. Na koniec dnia dzieci wymyślały wierszyki o zwierzętach, które zobaczyły. Mój faworyt to utwór Agaty i Karoliny, o niewinnym tytule "Konik":

Galopuje przez pola,
tak jak przez układ pokarmowy dopiero co połknięta cola.
Zje sobie trochę siana,
moja piękna klacz Lilliana.
Ogon ma czarny i grzywę też czarną,
to jej umaszczenie nie jest sprawą marną.
Już za chwilę, już niedługo,
podaruje mi źrebię o imieniu Hugo.

Dzisiaj był najtłustszy czwartek w moim niezbyt tłustym życiu. Zjadłem 5 pączków (a ta liczba wciąż rośnie dzięki pani Gieni), królika, ziemniaki, ogórki i pizzę. I to nie byle jaką Margheritę, ale prawdziwą, domową pizzę, którą zrobiły dzieci podczas zajęć "Wiem co jem".


Jednak niekwestionowanym hitem ostatnich tygodni jest gra w "Wilkołaki ze Srebrnej Góry", zakupione w ramach projektu Wolontariat Rozwija Wieś. Jest to nieco udziwniona wersja mafii. Nigdy bym nie powiedział, że dzieci tak pochłonie świat Wróżbity, Myśliwego, Czarownicy i Złodzieja. W przyszłości czas na RPG.

Jutro podsumowanie projektu a w poniedziałek powrót do codziennych zajęć, przede wszystkim do Postcrossing, bo w międzyczasie przyszło do nas aż 6 kartek.
 
;